wtorek, 24 marca 2015

Roza #11

Odsuwamy się od siebie i bez słowa idziemy na odprawę. Nie potrafię przestać myśleć o pocałunku. Nie był prawdziwy, a raczej wymuszony. Czy pocałował mnie, aby pochwalić się przed tłumem, że jestem jego? Jak długo się znamy? Kręcę głową, aby wyrzucić z głowy wszelkie zwątpienia. Tylko przesadzam. Tak, to na pewno to. On mnie nie okłamie, jestem jego ukochaną. Wciąż pamiętam, że połączyło mnie z nim silne uczucie. Spoglądam na niego. Jest równie zamyślony jak ja.
-O czym myślisz? –Szepczę, gdy wsiadamy na pokład samolotu pasażerskiego.
-O tobie. –Mówi bez wahania.
W sercu robi mi się cieplej, na dłoniach pojawiają się dreszcze. Nie odzywamy się słowem, póki nie siadamy na swoich miejscach w pierwszej klasie. Fotele są obszyte czerwonym materiałem.
-Mogę ci zadać pytanie?
Jego mina mówi sama za siebie. Zamykam się, on już ma dość moich pytań.
-Kieliszka szampana?
Niska stewardesa pochyla się nade mną ze srebrną tacą, na której stoi kilka szampanów. Nagle obraz znika, a na jego miejscu pojawia się niska blondynka. Zerkam w prawo. Na fotelu nie siedzi Aureliusz, a starszy mężczyzna w czarnym garniturze. Ma siwą brodę i włosy. Spogląda na mnie uśmiechnięty, jest odprężony. Nagle jego mina się zmienia, jest przestraszony, bliski zawału. Jego twarz jest czerwona. Nagle pojawia się na niej krew. Krzyczę głośno, a mężczyzna nie wstaje i tuli mnie. Krzyczę jeszcze głośniej, szarpiąc się.
-Puść mnie!
-Uspokój się, Roza. To ja! Nic ci się nie dzieje!
Na dźwięk tego zdrobnienia trzęsę się mocniej, a głos zamiera w gardle w postaci ogromnej kuli. Czuję się jakbym połknęła piłkę golfową. Moim ciałem wstrząsa szloch.
-Rozalio, to tylko ja. Aurel. Jesteś ze mną!
Znam tego starszego mężczyznę. Nie wiem, skąd. Ale znam go bardzo dobrze. Był ze mną w samolocie, jestem tego pewna. Muszę się dowiedzieć, nie od Aureliusza. On nic mi nie powie.
-Przepraszam, to tylko moja wyobraźnia… -Kłamię.
Najwyraźniej mi uwierzył, bo uśmiecha się łagodnie i siada na miejsce. Już sama niczego nie rozumiem. Jeżeli Aureliusz jest moim przyszłym mężem, to dlaczego nic mi nie mówi?
-Jak długo się znamy?
Nic. Ani słowa. Jedynie woła stewardesę, a następnie prosi o dwa szampany.
-Napij się, to pomoże.
-Nie odpowiedziałeś. –Warczę oskarżycielsko.
-Znamy się… pół roku. Zakochaliśmy się w sobie… od… pierwszego spojrzenia.
Kłamie. Czuję to, mój wewnętrzny instynkt czuje się oburzony. Postanawiam mu się poddać.
-Kłamiesz. Jak mnie poznałeś.
-Już powiedziałem, że w hotelu… -Szepcze znużony. Na jego czole pojawiają się kropelki potu.
-Kiedy?
Nie odzywa się. Kłamie, nie zna mnie. Rozprawię się z nim w jego mieszkaniu, tutaj nie będę robiła awantury, chociaż wiem, że przydałoby mu się to.

wtorek, 17 marca 2015

Roza #10

-W jakim kraju jesteśmy?
-We Francji. Paryż. Moglibyśmy już iść?
Wychodzę posłusznie z samochodu i idę za narzeczonym. Plączą mi się nogi o długą sukienkę do kostek. Jest prześliczna, w miodowym kolorze. Aureliusz kupił mi ją przed przyjazdem do szpitalu. Już dawno nie czułam się tak dziwnie. Czy ktokolwiek kiedyś kupił mi sukienkę? Jaka byłam przedtem? To tak jakbym poznawała obcą mi osobę. Ciężej będzie, gdy spotkam osobę, którą muszę znać. Co wtedy zrobię? Wytłumaczenie się wypadkiem nie załatwi sprawy, ludzie kochają taki zwrot akcji. Ktoś w końcu wykorzysta mój uszczerbek w pamięci, nie wiem kiedy, ale na pewno tak się stanie. Idę za Aurelem jak jakaś służąca, nie odzywając się ani słowem. Nie pasuje mi to, wolałabym, abym to ja go prowadziła.
-Przepraszam, mogę poprosić o autograf?!
Zszokowana mała Francuzka trzyma kartkę i długopis w ręce. Niedowierzanie w jej oczach poprawia mi humor.
-Jak się nazywasz? –Pytam, odbierając od niej kartkę.
-Nie po tej stronie… -Szepcze, wyciągając rękę do kartki w mojej ręce. Rozmyśla się jednak i cofa ją zawstydzona.
Odwracam małą kartkę, która okazuje się być zdjęciem modelki. Stoi dumnie przy pół nagim mężczyznie. Ma na sobie czerwoną sukienkę z wyciętymi miejscami w okolicach brzucha oraz dekoltu. Sukienka jest długa do ziemi, a widać, że na dodatek stoi na obcasach. Ma sztuczne rzęsy, pełny makijaż – czerwoną szminkę oraz złoty cień do powiek. Ma rozchylone wargi, opiera się o mężczyznę, który trzyma ją pewnie w pasie. Jej rude włosy opadają na lewe ramię. Wygląda ślicznie.
-Jak się nazywasz? –Powtarzam się.
-Eveline.
Podpisuję szybko zdjęcie i oddaje je dziewczynce. Wniebowzięta biegnie do swoich rodziców. Uśmiecham się i szukam wzrokiem Aurela. Patrzy na mnie rozbawiony i gestem pokazuje, że nie mamy czasu na wygłupy. Podbiegam do niego na kilkucentymetrowych szpilkach.
-Ja ją rozumiałam. Skąd znam francuski?
Narzeczony nie odzywa się. Może sądzi, że to akurat powinnam wiedzieć? Nie, to musi być coś innego.
-Jakie języki znam? –Zmieniam pytanie.
Proszę, niech odpowie. Niech udowodni, że mnie zna na tyle, abym ja z powrotem poznała siebie. On jednak nie odzywa się, a jedynie odwraca się do mnie i całuje mnie. Tonę w pocałunku, nie potrafię się od niego oderwać. Jeżeli jestem sławna musiałam poznać wiele języków. Francuski to prześliczny język, więc nauczyłam się go pewnie jako pierwszy. Czuję się jak idiotka, to przecież powinno być oczywiste.

wtorek, 10 marca 2015

Roza #9

Siedzę w ciemnym Volkswagenie w drodze na samolot. Wciąż niewiele pamiętam, ale Aureliusz mi pomaga, więc jest dobrze. Już dawno nie czułam się tak spokojnie.
-Za niedługo będziemy na lotnisku.
-Mogę zadać ci pytanie?
Odzywamy się w tym samym czasie. Chichoczę cicho, rozbawiona tym incydentem.
-Słodko się śmiejesz…
-Dziękuję. Ile leci się z Paryża do Los Angeles?
-Około 17 godzin. Prześpisz się w tym czasie.
-Jak się poznaliśmy? –Szepczę zaciekawiona.
-W hotelu. Zająłem twój pokój, ale zanim wyszedłem zemdlałaś. Nie mogłem cię tak zostawić.
Uśmiecham się, wyobrażając sobie całą sytuację.
-W co byłam ubrana?
Aureliusz zerka na mnie przez lusterko. Uśmiecham się, a on z powrotem patrzy na drogę. Jego uśmiech jest olśniewający.
-W czerwoną, prześliczną sukienkę do kostek. Nie wiem, skąd ją miałaś. Może dostałaś, może kupiłaś.
-Jestem bogata? –Pytam podekscytowana.
-Bardzo, możliwe, że nawet bardziej niż ja! –Śmieje się.
Wtóruję mu, spoglądając na jego dłoń, która leży swobodnie na drążku do zmiany biegu. Na jego palcu serdecznym nie ma pierścionka, który tłumaczyłby kwestię naszego narzeczeństwa. Ignoruję to. Może stwierdził, że mężczyzna nie potrzebuje dowodu, że oświadczył się kobiecie. Obracam się do niego przodem i pochylam powoli, ale on nie zwraca na to najmniejszej uwagi.
-Jak mi się oświadczyłeś?
Mój piskliwy głos powoduje, że na policzkach lądują mi rumieńce. Czy zawsze brzmiałam tak niedorzecznie? Na czole Aurela pojawiają się kropelki potu, a palce nerwowo stukają kierownice.
-Porozmawiamy o tym później, dobrze?
-Dlaczego? –Smucę się.
Chcę wiedzieć, jak między nami się wszystko zaczęło. Chciałabym poczuć się tak samo, jak tego dnia, gdy poprosił mnie o rękę, a jak mam to sobie wspominać, gdy nawet nie pamiętam, co się wtedy wydarzyło. Do oczu napływają mi łzy, a kolejna fala goryczy zalewa moje myśli.
-Jesteśmy na lotnisku.
Jego oczy spoglądają na mnie, a jego boski uśmiech zanika. Nie reaguje, jedynie patrzy i czeka na mój krok, ale ja tylko prostuję się i odwracam się w stronę lotniska. Elegancki budynek ze szklanymi drzwiami oraz białym napisem Orly Sud.

piątek, 6 marca 2015

Roza #8

Sufit widzę jak za mgłą. Nie wiem, co o tym myśleć. Utraciłam wspomnienia, marzenia. Utraciłam sens wszystkiego. Potrzebuję informacji, natychmiast.
-Doktorze. –Jęczę bezradnie. –Powiedz mi. Wszystko, co o mnie wiesz. Błagam…
Słyszę jak wzdycha, jak drapie się po skórze. Nie zamierzam się ruszyć, nawet nie zamierzam wycierać łez, przez które pieką mnie oczy. Oddycham głęboko przez otwarte usta, starając uspokoić się. Tak, to dobry pomysł – uspokoję się, a potem zacznę się nad wszystkim zastanawiać. Skupiam się na równym oddechu doktora, a następnie wsłuchuję się w jego powolną i łagodną mowę.
-Nazywasz się Rozalia Rozwita Rain. Od dzieciństwa pracujesz jako fotomodelka. Nie masz mieszkania, mieszkasz tam, gdzie akurat masz sesję. Masz siostrę, ojca oraz narzeczonego.
-Narzeczonego? –Szepczę.
-Tak. Nazywa się Aureliusz Dorne. Ustaliliśmy, że jest młodszy od Ciebie o rok. Mieszka aktualnie w Los Angeles. Zadzwonił wczoraj na Twój telefon, mówiąc, że kazałaś mu zadzwonić. Siedzi w poczekalni. Zawołać go?
Jego głos jest rzeczowy, nie słychać w nim emocji. Imię chłopaka coś mi przypomina, jakieś przyjemne uczucie, które opanowało nagle moje ciało, ale nie potrafię sprecyzować, co to za uczucie. To drażniące czuć, ale nie wiedzieć, o co chodzi. Zwłaszcza, jeśli chodzi o wspomnienia. Postanawiam, że mu zaufam, nie mam innego wyboru. Może Aureliusz mi pomoże.
-Jakby doktor mógł.
Słyszę jak krzesło, na którym prawdopodobnie siedział lekarz skrzypi cicho, a następnie kroki zakłócają panującą w pomieszczeniu ciszę. Pisk drzwi, a następnie wołanie mojego rzekomego narzeczonego paraliżuje mnie. Czego mam się spodziewać?
-Roza.
Jego głos otula moje uszy. Wzdycham cicho, modląc się, aby tego nie usłyszał. Słyszę kroki w stronę łóżka, a następnie skrzypienie krzesła. Chłopak chwyta mój nadgarstek. Motylki w brzuchu chyba urządziły sobie lambadę.
-Możesz spojrzeć na mnie?
-Zbyt boli… -Krzywię się.
Krzesło skrzypi, a następnie twarz Aurela pojawia się nad moją. Jego prześliczne błękitne oczy oglądają mnie jak malarz, zamierzający uwiecznić pejzaż. Uśmiecham się delikatnie. Poznaję go. Nie wiem, jak, gdzie, ani kiedy, ale wiem, że doznałam przy nim potężnego uczucia.
-Wytłumaczysz mi wszystko? –Proszę.
-Straciłaś pamięć.
-To wiem. –Jęczę zirytowana. –Ale kim jesteś.
Chłopak nie odzywa się. Jest przystojny, ma prosty, troszkę zbyt duży nos, pełne usta oraz czarne włosy, średniej długości. Jedyne, czego teraz chcę to to, aby mnie pocałował.
-Ja… Jestem Twoim narzeczonym. I zabiorę cię teraz do domu.
-Doktor powiedział, że nie mam domu, że mieszkam tam, gdzie akurat mam sesję. –Recytuję niepewna lekarza.
-Ale ja chcę, abyś zamieszkała ze mną.
Chłopak nie czeka na odpowiedź, a jedynie pochyla i całuje mnie. Moje wargi płoną, oddech przyśpiesza. Zapominam o przeszłości, o pytaniach, które chciałabym zadać. Nie planuję przyszłości, ani nie wyobrażam sobie, co będę robić jutro. Jestem. Tu i teraz. A ze mną Aureliusz, który całuje mnie, lepiej niż bym potrafiła sobie to przypomnieć. Nasze języki tańczą w wspólnym tańcu, a jego palce wplątują się w moje włosy. Jego palce delikatnie głaszczą mój policzek. Przechodzą mnie dreszcze. Wierzę mu, on nie mógłby mnie okłamać.

środa, 4 marca 2015

Roza #7

Budzę się, ale wokół mnie wciąż panuje ciemność. Nie czuję nic oprócz okropnego bólu całych pleców. Nie potrafię poruszyć nawet palcami obydwóch rąk. Jest mi zimno, jakbym przebywała w chłodni. Przerażająca myśl o tym, że prawdopodobnie leżę w kostnicy wstrzymuje mój oddech. Do oczu napływają mi łzy, a głowa zaczyna kłóć tak samo jak plecy.
-Obudziła się?
Męski głos zagłusza moje myśli. Modlę się, aby mówił o mnie, ale przecież nie pytałby się o takie rzeczy w kostnicy. Serce ponownie bije w normalnym tempie, a ja otwieram oczy, ale wciąż widzę czerń. Paraliżuje mnie strach. Oddycham płytko i nierówno. Słyszę kroki w moją stronę, a następnie ktoś przykłada coś zimnego do mojej szyi. Odchylam szyję, czekając, aż dreszcze znikną.
-Żyje, jest przytomna oraz przerażona.
-Gdzie jestem…?
Jestem aż tak przerażona, że ruszam tylko ustami. Proszę, niech zauważą, że staram się coś powiedzieć… Ktoś dotyka moich kości policzkowych i ściąga czarną chustkę z moich oczu. Mrugam szybko, chcąc przyzwyczaić się do jasnego światła.
-Przepraszam, już to odsuwam…
Światło znika, a oczy od razu przystosowują się do jasności panującej w pokoju. Obracam głowę. Jestem prawdopodobnie w składziku, ale większym, niż składziki powinny być.
-Jak się czujesz?
Niski mężczyzna w kitlu uśmiecha się do mnie, a ja odwzajemniam uśmiech. Każdy milimetr ciała boli niemiłosiernie, ale staram się to zignorować.
-Boli mnie wszystko, doktorze. Jak się tu znalazłam?
-Samolot, którym leciałaś do Paryża rozbił się, a Ty szczęśliwie wyleciałaś przez dziurę i wylądowałaś na jednym z największych budynków kraju. Gdyby nie to, nie zobaczyłabyś już świata żywych.
Ostatnie słowa przyprawiają mnie o drgawki. Staram się jednak skupić na małej koziej bródce lekarza. Podnoszę głowę, jeszcze raz analizując słowa doktora i zastanawiając się, po co leciałam do Paryża.
-Coś nie tak? –Pyta zmartwiony.
-W jakim celu leciałam do Paryża? -Powoli wymawiam każde słowo, jakbym bała się, że doktor mnie nie dosłyszał.
On jedynie mruży oczy, a na jego czole pojawiają trzy zmarszczki. Przygryzam wargę. Powiedziałam coś nie tak?
-Nie wiesz?
-Powinnam wiedzieć?
-Zadam Ci kilka pytań, w porządku?
Kiwam głową, ale wiem, że to był błąd. Bolesne ukłucie w karku rzuca moją głowę o poduszkę. Czekam ze zniecierpliwieniem na pytania.
-Jak się nazywasz?
Otwieram usta, ale nic nie mówię. W głowie czuję pustkę. To uczucie nie jest przyjemne, denerwujące, jakby ktoś wymazał to z moich myśli. Powinnam to wiedzieć, to podstawa życia ludzi – rozpoznają siebie nawzajem dzięki nazwiskom, nadają je sobie od razu po narodzeniu. Tak samo jak nadaje się psu imię, aby pokazać, że zależy nam, by był nasz. Mrugam kilka razy, starając się przeszukać każdą szafkę w mojej głowie, ale wszystkie są puste. Głowa boli mnie, a do oczu napływają mi łzy. Wciąż mam otwarte usta, a wzrokiem krążę po suficie, jakby tam była odpowiedź na pytanie.
-Nie, nie mam zielonego pojęcia, doktorze. –Szepczę, a po policzku leci łza.

wtorek, 24 lutego 2015

Roza #6

-Jeszcze jeden kieliszek szampana, proszę pani? –Pyta Stewardesa, pochylając się nade mną.
-Nie. –Kręcę głową i macham na nią, aby ode mnie odeszła.
Kobieta z elegancko upiętymi włosami uśmiecha się i kiwa głową, podchodząc do Juliana. On uśmiecha się szeroko jak pies, który zobaczył ogromną kość. Lokaj jest trochę za stary na kobietę, ale ona chyba nie zwraca na to uwagi, bo śmieje się razem z nim. Następnie prostuje się i idzie do innego przedziału.
-Nie za młoda na flirtowanie z nią? -Pytam Juliana, ale on mnie ignoruje.
Zabieram z tacy, którą jedna z kobiet przyniosła mi wcześniej, orzeszka. Rzucam go w lokaja, a ten dostaje nim w odsłonięty kark. Mężczyzna śmieje się i wyciąga go spod koszuli.
-Nie, w sam raz dla mnie. Wolę młodsze. -Parska, a ja mu wtóruję.
-Twoja była żona raczej nie miałaby nic przeciwko temu, jak sądzisz? -Uśmiecham się.
Trafiłam w czuły punkt. Julian odwraca się ode mnie i spogląda w okno samolotu. Również przez nie zerkam. Zaczął padać śnieg, więc budnki pod nami stały się białą łąką. Nad nami wiszą czarne chmury. Krzywię się, to nie wygląda dobrze.
-Julianie, czy te chmury nie wydają ci się przerażające? –Pytam z wahaniem w głosie.
-Też o tym myślałem, Rozalio. Nie martw się, za godzinę lądujemy w Paryżu.
Lokaj uśmiecha się krzepiąco i wstaje, a następnie kuca przy moim siedzeniu i ściska moją dłoń. Jego ręka jest przyjemnie ciepła oraz śliska od potu. Nie tylko ja tu się martwię. Uśmiecham się łagodnie, aby nie wyglądał na takiego zestresowanego. Julian jest dla mnie jak ojciec. Mój prawdziwy nie był dla mnie tak wyrozumiały, ponieważ był zbyt wymagający.
-No, a teraz pomyśl jakie pozy będziesz pokazywała na sesji.
-Dobrze...
Julian puszcza moja dłoń i siada z powrotem na siedzenie. Spoglądam przez okno na chmury. Wiatr wieje coraz mocniej, aż w końcu widać jedynie biel. Zaczynam się trząść, to nie wróży nic dobrego. Obracam się do lokaja. On również to zauważył, bo patrzy na mnie przerażony.
-Rozalio...
Nagły podmuch wiatru przygniata mnie do siedzenia. Zasłaniam dłońmi twarz. Śnieg wydaje się być małymi igiełkami, które atakują moje ręce.
-Julianie! -Krzyczę, ale wiem, że nie przekrzyczę huku.
Do głowy wracają wszystkie wspomnienia - matki, która pozostawiła mnie i ojca, gdy szłam do podstawówki; taty, który przez całe moje życie kreował mnie na arogancką modelkę; Juliana, który był dla mnie troskliwy i dobry; Aurela, do którego nic nie czuję, a mimo to przespałam się z nim; Ariany, mojej młodszej siostry, która była ulubienicą ojca. Wszyscy migają mi przed oczami jak światła awaryjne w aucie. Do oczu napływają mi łzy. Mrożący krew w żyłach krzyk oddala się, a ja czuję jak podmuch lodowatego powietrza wyrzuca mnie z samolotu. Lecę, ale nie widzę jak daleko jestem od ziemi. Czuję, jak całym ciałem uderzam o ziemię. Śnieg powinien zamortyzować upadek, ale czuję jedynie ogromną falę bólu. Powietrze wylatuje z moich płuc, świszcząc piskliwie. Widzę biel, a gdzieniegdzie szarość, a nawet czerń. W pewnym momencie widzę jak czerwień zasłania całe niebo, a następnie głuchy huk dociera do moich uszu. Kłeby czarnego dymu zasłaniają niebo, a po chwili wszystko rozmazuje mi się i tonę w ciemnościach. Bez bólu, bez wspomnień. Samotna.

czwartek, 19 lutego 2015

Roza #5

Przepraszam za długą nieobecność...

-I jak? -Pyta uśmiechnięty.
Wzdycham głośno, uśmiechając się najszerzej jak potrafię. 
-Świetnie.
Chłopak całuje mnie długo, przyjemnie. Nie spodziewałam się, że jest aż taki dobry. Nie spaliśmy całą noc, zakłucając ciszę nocną. Przeciągam się i zerkam na niego. On w odpowiedzi tuli mnie i daje buziaka w policzek. Leżymy tak przytuleni, ale już o 10 dzwoni mój budzik.
-Muszę iść. Jutro mam sesję w Paryżu.
Siadam na łóżku, a następnie wstaję i ubieram się. Zmuszam się, aby być miłą dla niego, ale to trudne.
-Polecę z tobą.
-Nie. -Przerywam mu od razu. -Nie dostaniesz wstępu na teren hali.
Kłamstwo. Gdybym chciała, potrafiłabym załatwić stuosobową widownię. Słyszę jak wzdycha, a następnie również wstaje z łóżka. Jego ciało jest wspaniałe - jest dobrze zbudowany oraz opalony. Nawet jego męskość jest oszałamiająca.
-Dasz mi swój numer?
Słyszę błaganie w głosie.
-Trzeba zasłużyć. -Zerkam na niego mimowolnie. Nie potrafię się oprzeć temu ciału.
-Więc cała noc jest niewystarczająca?
Jego uśmiech jest powalający. Wiem, że objąłby mnie w pasie, gdyby nie łóżko, które jest między nami. Jednak Aurel nie przestaje się uśmiechać, jakby oczekiwał reakcji. Śnieżnobiały uśmiech prawie mnie oślepia. Za dużo o nim myślę. Muszę stąd iść. Wyciągam z torebki, która leży przy łóżku marker i na jego lewej ręce zapisuję numer do Juliana.
-Dzwoń dziś równo o 19. Jeżeli nie zadzwonisz - zmienię numer.
Jego twarz blednie, a ja bez słowa obracam się i wychodzę z pokoju hotelowego.
-Skąd mam mieć pewność, że to na pewno twój numer?! -Woła, gdy drzwi windy otwierają z głośnym dźwiękiem.
-Przekonasz się. Punkt 19! -Odkrzykuję, gdy drzwi zamykają się, a ja zjeżdżam do holu. Jest on zapełniony ludźmi w kurtkach oraz w czapkach, którzy z niedowierzaniem obserwują jak idę do wyjścia. Moja obecność bardziej ich pewnie zdziwiła niż fakt, że jestem w samej sukience.
-Ta awantura wczoraj to...
-Moja sprawka. Zwnolnili go? -Pytam Juliana, gdy jestem już w aucie.
Kierowca jedynie wzrusza ramionami i rusza sprzed hotelu. Jedziemy w ciszy, póki nie przypominam sobie o Aureliuszu.
-Daj mi twój telefon.
Julian nie odzywa się, a tylko podaje mi swoją "cegłę". Chowam ją do torebki i jedziemy na lotnisko.
-Dostanę ubrania, prawda? Zimno mi. -Skarżę się.
-Poinformowano mnie, że otrzymasz nowe spodnie i koszulę od znanego projektanta oraz drogą bieliznę, która będzie idealnie na ciebie pasować. Kurtkę otrzymasz w samolocie jako prezent od tajemniczego wielbiciela. Już była sprawdzana, więc to nie żaden podstęp.
Słucham go, a w międzyczasie obserwuję mały płatek śniegu, który wylądował na szybie obok mnie. Ma idealne kształty i prawie wcale się nie roztapia. Przed oczami staje mi Aurel od razu po przebudzeniu. Kręcę głową, aby wyrzucić go z głowy.
-Jesteśmy na miejscu. -Informuje mnie Julian. -Lotnisko w Santa Monica.