Budzę się, ale wokół mnie wciąż panuje ciemność. Nie czuję nic oprócz okropnego bólu całych pleców. Nie potrafię poruszyć nawet palcami obydwóch rąk. Jest mi zimno, jakbym przebywała w chłodni. Przerażająca myśl o tym, że prawdopodobnie leżę w kostnicy wstrzymuje mój oddech. Do oczu napływają mi łzy, a głowa zaczyna kłóć tak samo jak plecy.
-Obudziła się?
Męski głos zagłusza moje myśli. Modlę się, aby mówił o mnie, ale przecież nie pytałby się o takie rzeczy w kostnicy. Serce ponownie bije w normalnym tempie, a ja otwieram oczy, ale wciąż widzę czerń. Paraliżuje mnie strach. Oddycham płytko i nierówno. Słyszę kroki w moją stronę, a następnie ktoś przykłada coś zimnego do mojej szyi. Odchylam szyję, czekając, aż dreszcze znikną.
-Żyje, jest przytomna oraz przerażona.
-Gdzie jestem…?
Jestem aż tak przerażona, że ruszam tylko ustami. Proszę, niech zauważą, że staram się coś powiedzieć… Ktoś dotyka moich kości policzkowych i ściąga czarną chustkę z moich oczu. Mrugam szybko, chcąc przyzwyczaić się do jasnego światła.
-Przepraszam, już to odsuwam…
Światło znika, a oczy od razu przystosowują się do jasności panującej w pokoju. Obracam głowę. Jestem prawdopodobnie w składziku, ale większym, niż składziki powinny być.
-Jak się czujesz?
Niski mężczyzna w kitlu uśmiecha się do mnie, a ja odwzajemniam uśmiech. Każdy milimetr ciała boli niemiłosiernie, ale staram się to zignorować.
-Boli mnie wszystko, doktorze. Jak się tu znalazłam?
-Samolot, którym leciałaś do Paryża rozbił się, a Ty szczęśliwie wyleciałaś przez dziurę i wylądowałaś na jednym z największych budynków kraju. Gdyby nie to, nie zobaczyłabyś już świata żywych.
Ostatnie słowa przyprawiają mnie o drgawki. Staram się jednak skupić na małej koziej bródce lekarza. Podnoszę głowę, jeszcze raz analizując słowa doktora i zastanawiając się, po co leciałam do Paryża.
-Coś nie tak? –Pyta zmartwiony.
-W jakim celu leciałam do Paryża? -Powoli wymawiam każde słowo, jakbym bała się, że doktor mnie nie dosłyszał.
On jedynie mruży oczy, a na jego czole pojawiają trzy zmarszczki. Przygryzam wargę. Powiedziałam coś nie tak?
-Nie wiesz?
-Powinnam wiedzieć?
-Zadam Ci kilka pytań, w porządku?
Kiwam głową, ale wiem, że to był błąd. Bolesne ukłucie w karku rzuca moją głowę o poduszkę. Czekam ze zniecierpliwieniem na pytania.
-Jak się nazywasz?
Otwieram usta, ale nic nie mówię. W głowie czuję pustkę. To uczucie nie jest przyjemne, denerwujące, jakby ktoś wymazał to z moich myśli. Powinnam to wiedzieć, to podstawa życia ludzi – rozpoznają siebie nawzajem dzięki nazwiskom, nadają je sobie od razu po narodzeniu. Tak samo jak nadaje się psu imię, aby pokazać, że zależy nam, by był nasz. Mrugam kilka razy, starając się przeszukać każdą szafkę w mojej głowie, ale wszystkie są puste. Głowa boli mnie, a do oczu napływają mi łzy. Wciąż mam otwarte usta, a wzrokiem krążę po suficie, jakby tam była odpowiedź na pytanie.
-Nie, nie mam zielonego pojęcia, doktorze. –Szepczę, a po policzku leci łza.
środa, 4 marca 2015
Roza #7
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz