wtorek, 24 marca 2015

Roza #11

Odsuwamy się od siebie i bez słowa idziemy na odprawę. Nie potrafię przestać myśleć o pocałunku. Nie był prawdziwy, a raczej wymuszony. Czy pocałował mnie, aby pochwalić się przed tłumem, że jestem jego? Jak długo się znamy? Kręcę głową, aby wyrzucić z głowy wszelkie zwątpienia. Tylko przesadzam. Tak, to na pewno to. On mnie nie okłamie, jestem jego ukochaną. Wciąż pamiętam, że połączyło mnie z nim silne uczucie. Spoglądam na niego. Jest równie zamyślony jak ja.
-O czym myślisz? –Szepczę, gdy wsiadamy na pokład samolotu pasażerskiego.
-O tobie. –Mówi bez wahania.
W sercu robi mi się cieplej, na dłoniach pojawiają się dreszcze. Nie odzywamy się słowem, póki nie siadamy na swoich miejscach w pierwszej klasie. Fotele są obszyte czerwonym materiałem.
-Mogę ci zadać pytanie?
Jego mina mówi sama za siebie. Zamykam się, on już ma dość moich pytań.
-Kieliszka szampana?
Niska stewardesa pochyla się nade mną ze srebrną tacą, na której stoi kilka szampanów. Nagle obraz znika, a na jego miejscu pojawia się niska blondynka. Zerkam w prawo. Na fotelu nie siedzi Aureliusz, a starszy mężczyzna w czarnym garniturze. Ma siwą brodę i włosy. Spogląda na mnie uśmiechnięty, jest odprężony. Nagle jego mina się zmienia, jest przestraszony, bliski zawału. Jego twarz jest czerwona. Nagle pojawia się na niej krew. Krzyczę głośno, a mężczyzna nie wstaje i tuli mnie. Krzyczę jeszcze głośniej, szarpiąc się.
-Puść mnie!
-Uspokój się, Roza. To ja! Nic ci się nie dzieje!
Na dźwięk tego zdrobnienia trzęsę się mocniej, a głos zamiera w gardle w postaci ogromnej kuli. Czuję się jakbym połknęła piłkę golfową. Moim ciałem wstrząsa szloch.
-Rozalio, to tylko ja. Aurel. Jesteś ze mną!
Znam tego starszego mężczyznę. Nie wiem, skąd. Ale znam go bardzo dobrze. Był ze mną w samolocie, jestem tego pewna. Muszę się dowiedzieć, nie od Aureliusza. On nic mi nie powie.
-Przepraszam, to tylko moja wyobraźnia… -Kłamię.
Najwyraźniej mi uwierzył, bo uśmiecha się łagodnie i siada na miejsce. Już sama niczego nie rozumiem. Jeżeli Aureliusz jest moim przyszłym mężem, to dlaczego nic mi nie mówi?
-Jak długo się znamy?
Nic. Ani słowa. Jedynie woła stewardesę, a następnie prosi o dwa szampany.
-Napij się, to pomoże.
-Nie odpowiedziałeś. –Warczę oskarżycielsko.
-Znamy się… pół roku. Zakochaliśmy się w sobie… od… pierwszego spojrzenia.
Kłamie. Czuję to, mój wewnętrzny instynkt czuje się oburzony. Postanawiam mu się poddać.
-Kłamiesz. Jak mnie poznałeś.
-Już powiedziałem, że w hotelu… -Szepcze znużony. Na jego czole pojawiają się kropelki potu.
-Kiedy?
Nie odzywa się. Kłamie, nie zna mnie. Rozprawię się z nim w jego mieszkaniu, tutaj nie będę robiła awantury, chociaż wiem, że przydałoby mu się to.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz