Dawno mnie nie było, lecz postaram się to zmienić : Wakacje itp <3 Powoli koniec serii Roza, zaczęłam już fanfiction Igrzysk Śmierci. Zachęciłam was? Mam taką nadzieję! ♥
-Taxi!
Aurel macha na żółto-czarny samochód, który właśnie wyjechał zza rogu. Nie zatrzymuje się. Aureliusz warczy wściekle i kręci głową. To już piąta taksówka, która nie zatrzymała się na nasze wołanie.
-To niewiarygodne! -Krzyczy.
Ignoruję go. Rozglądam się jedynie w poszukiwanie kolejnego samochodu.
-Nie stać cię na własny samochód?
-Stać, ale... Eh... Jest w warsztacie. Nie spodziewałam się, że tak szybko wrócę do domu. Cholera!
Kolejna taksówka mija nas bez reakcji. Mam ochotę dać komuś w twarz. Spoglądam na "narzeczonego".
-Gdzie jest mój pierścionek?
Nie odpowiada, mimo że odpowiedź powinna być łatwa.
-Nie wkurzaj mnie już.- Warczy.
Jedzie taksówka. Bez zastanowienia wbiegam na ulicę i podnoszę ręce, jakbym chciała zatrzymać samochód siłą woli. Auto zatrzymuje się z piskiem, klakson przyprawia mnie o ból głowy.
-Oszalała pani! -Krzyczy kierowca, gdy podchodzę do jego szyby.
-Potrzebujemy, aby ktoś nas podwiózł na aleję Cadillac.
-Mam już klienta. -Warczy, zamykając okno.
-Przebiję jego kwotę dwukrotnie.
-Śpieszę się.
-Trzykrotnie. -Upieram się.
Taksówkarz kręci z niedowierzaniem głową.
-Wsiadaj.
Macham na Aureliusza, który zaskoczony wsiada na tylne siedzenie. Siadam koło niego i zapinam pasy, które gniotą moją miodową sukienkę. Kierowca zerka pytająco na mnie w lusterku.
-Aleja Cadillac 114. -Powtarzam dokładniej.
Taksówkarz włącza licznik i ruszamy. Aureliusz stara się złapać mnie w pasie, ale zwinnie omijam jego gesty. Podróż ciągnie się w nieskończoność, aż w końcu samochód zatrzymuje się przed ogromnym domem. Zerkam na Aurela, który chwyta za klamkę.
-Trzeba zapłacić. -Przypominam z naciskiem.
Chłopak wzdycha i wyciąga portfel. Szybko daje wymierzoną kwotę, co do grosza, a następnie wysiada z samochodu. Czekam, aż otworzy mi on moje drzwi, ale on jedynie stoi przy swoich.
-Pani nie wychodzi? -Dziwi się kierowca.
-Czekam, aż ten idiota otworzy mi drzwi. -Warczę, zerkając przez szybę na narzeczonego.
Żadne z nas nie rusza się z miejsca, aż w końcu zdenerwowany kierowca wyskakuje z taksówki i otwiera mi drzwi.
-Dziękuję. -Kiwam z uśmiechem na kierowcę.
Daję mu napiwek i zerkam wilkiem na Aurela.
-Pieprzoni gentelmeni. -Warczy taksówkarz w stronę Aurela.
Narzeczony prycha i idzie do domu. Idę za nim wkurzona.
-Posłuchaj, zero pytań do osób, które tam zobaczysz.
-Dlaczego?
Zerka tylko na mnie i daje buziaka w policzek, a następnie otwiera duże brązowe drzwi.
-Zero pytań.
Wchodzimy do środka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz