-Aureliuszu Krzysztofie Bleimie! Czyś ty oszalał?!
Niska blondynka rzuca w Aurela plastikowym kubeczkiem. Stoimy w kuchni, nikt jak na razie nie pytał mnie o nic, z nikim nie rozmawiałam. Opieram się o zamknięte drzwi i obserwuję, jak domownicy gonią się wokół stół.
-Uspokój się, Abigail.
Dziewczyna jest młodsza od Aurela może o pięć lat. Jej braciszek zdenerwowany zerka na mnie, jakby upewniał się, że wciąż tu stoję. Uśmiecham się, gdy słyszę dziwne warknięcie Abigail.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś, że masz dziewczynę!
-Narzeczoną. -Poprawiam ją.
Jej oczy robią się wielkości piłeczki ping-pongowej. Zerka nerwowo to na mnie to na Aurela, a następnie sięga do szafki obok jej głowy i rzuca go kolejnym kubkiem, trochę mniejszym od poprzedniego.
-To nie tak, że...
Drzwi za mną otwierają się, a ja upadam plecami na stojącą za mną osobę. Mężczyzna z łatwością mnie podtrzymuje, a ja jak najszybciej staję na własnych nogach.
-Aurel, musimy pogadać.
Basowy głos przyprawia mnie o dreszcze. Opuszczam głowę, aby ukryć rumieńce.
-Teraz ja go męczę! -Sprzeciwia się Abigail.
Aurel ignoruje siostrę i idzie w moją stronę. Dziewczyna oburzona odprowadza go wzrokiem, a następnie prycha głośno i wychodzi z kuchni innymi drzwiami. Dopiero teraz je zauważam. Są zwykłe, ale cięższe niż te, o które się opierałam, bo gdy Abigail je zatrzaskuje, cały stół, który jest przytwierdzony do podłogi, zaczyna się trząść.
-Chodźmy. -Rozkazuje nieznajomy.
-Dobrze. -Kiwa głową. - Możesz iść do sypialni, przyjdę tam po ciebie. -Zwraca się do mnie.
-Chętnie dołączę się do rozmowy. -Uśmiecham się.
-Chce z nim porozma...
-Jestem narzeczoną, tak? Prędzej czy później by mi to przekazał.
-Za bardzo wykorzystujesz fakt, że jesteśmy w narzeczeństwie. -Aurel warczy mi do ucha.
Opieram się o narzeczonego, spoglądając kątem oka na mężczyznę. Jest umięśniony, wysoki i tak samo przystojny, jak Aureliusz. Ma bardzo podobne rysy twarzy do niego, ma ten sam sztuczny uśmiech.
-Idź chociaż do salonu. -Rozkazuje Aureliusz.
Prycham. Narzeczony chwyta mnie za nadgarstek i wyprowadza mnie z kuchni jak szmacianą lalkę.
-Nie sprzeciwiaj mi się przed moim bratem. -Warczy cicho, prosto w moją twarz.
-Mógłby być nawet królem! -Podnoszę ton.
Narzeczony rzuca mną na kanapę i wychodzi z salonu. Telewizor cicho pobrzmiewa przede mną, ale mimo tego nie słychać rozmowy braci. Postanawiam to zignorować i sięgam po pilota. Jest ich prawie sześć na stole, ale wzięłam największy i najcięższy, przypuszczając, że to ten właściwy. Przyciskam klawisz pogłaśniający. Uśmiecham się dumnie, gdy dźwięk telewizora wzrasta. Słucham wiadomości, które nie są warte uwagi. Trochę polityki, trochę problemów, a nawet informacja o światowym dniu kotów. Sięgam po pilot, aby wyłączyć telewizor.
-Kilka dni temu, w jednej z większych dzielnic Paryża, rozbił się samolot Santa Monica's Airplane. Ponad 50 ofiar śmiertelnych, tylko 2 osoby przeżyły. Jedną z nich jest światowej sławy modelka, Rozalia Rain. Policja oraz prasa szukają aktualnego miejsca pobytu gwiazdy, od kiedy wypisała się ze szpitala świętej Anny. Świadkowie mówią, że za uprowadzenie odpowiada aktor, Aureliusz Bleim. Para była ostatnio widziana na lotnisku Orly Sud.
Wpatruję się w ekran z otwartą buzią, nie dowierzając amatorskiemu zdjęciu Aureliusza i mnie na lotnisku. Czuję, jak kręci mi się w głowie, mam ochotę spoliczkować tego kłamce. Jak mogłam być aż tak głupia i mu uwierzyć? Wstaję z kanapy i idę do kuchni. Niech posmakuje cenę swoich kłamstw.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz