-Jeszcze jeden kieliszek szampana, proszę pani? –Pyta Stewardesa, pochylając się nade mną.
-Nie. –Kręcę głową i macham na nią, aby ode mnie odeszła.
Kobieta z elegancko upiętymi włosami uśmiecha się i kiwa głową, podchodząc do Juliana. On uśmiecha się szeroko jak pies, który zobaczył ogromną kość. Lokaj jest trochę za stary na kobietę, ale ona chyba nie zwraca na to uwagi, bo śmieje się razem z nim. Następnie prostuje się i idzie do innego przedziału.
-Nie za młoda na flirtowanie z nią? -Pytam Juliana, ale on mnie ignoruje.
Zabieram z tacy, którą jedna z kobiet przyniosła mi wcześniej, orzeszka. Rzucam go w lokaja, a ten dostaje nim w odsłonięty kark. Mężczyzna śmieje się i wyciąga go spod koszuli.
-Nie, w sam raz dla mnie. Wolę młodsze. -Parska, a ja mu wtóruję.
-Twoja była żona raczej nie miałaby nic przeciwko temu, jak sądzisz? -Uśmiecham się.
Trafiłam w czuły punkt. Julian odwraca się ode mnie i spogląda w okno samolotu. Również przez nie zerkam. Zaczął padać śnieg, więc budnki pod nami stały się białą łąką. Nad nami wiszą czarne chmury. Krzywię się, to nie wygląda dobrze.
-Julianie, czy te chmury nie wydają ci się przerażające? –Pytam z wahaniem w głosie.
-Też o tym myślałem, Rozalio. Nie martw się, za godzinę lądujemy w Paryżu.
Lokaj uśmiecha się krzepiąco i wstaje, a następnie kuca przy moim siedzeniu i ściska moją dłoń. Jego ręka jest przyjemnie ciepła oraz śliska od potu. Nie tylko ja tu się martwię. Uśmiecham się łagodnie, aby nie wyglądał na takiego zestresowanego. Julian jest dla mnie jak ojciec. Mój prawdziwy nie był dla mnie tak wyrozumiały, ponieważ był zbyt wymagający.
-No, a teraz pomyśl jakie pozy będziesz pokazywała na sesji.
-Dobrze...
Julian puszcza moja dłoń i siada z powrotem na siedzenie. Spoglądam przez okno na chmury. Wiatr wieje coraz mocniej, aż w końcu widać jedynie biel. Zaczynam się trząść, to nie wróży nic dobrego. Obracam się do lokaja. On również to zauważył, bo patrzy na mnie przerażony.
-Rozalio...
Nagły podmuch wiatru przygniata mnie do siedzenia. Zasłaniam dłońmi twarz. Śnieg wydaje się być małymi igiełkami, które atakują moje ręce.
-Julianie! -Krzyczę, ale wiem, że nie przekrzyczę huku.
Do głowy wracają wszystkie wspomnienia - matki, która pozostawiła mnie i ojca, gdy szłam do podstawówki; taty, który przez całe moje życie kreował mnie na arogancką modelkę; Juliana, który był dla mnie troskliwy i dobry; Aurela, do którego nic nie czuję, a mimo to przespałam się z nim; Ariany, mojej młodszej siostry, która była ulubienicą ojca. Wszyscy migają mi przed oczami jak światła awaryjne w aucie. Do oczu napływają mi łzy. Mrożący krew w żyłach krzyk oddala się, a ja czuję jak podmuch lodowatego powietrza wyrzuca mnie z samolotu. Lecę, ale nie widzę jak daleko jestem od ziemi. Czuję, jak całym ciałem uderzam o ziemię. Śnieg powinien zamortyzować upadek, ale czuję jedynie ogromną falę bólu. Powietrze wylatuje z moich płuc, świszcząc piskliwie. Widzę biel, a gdzieniegdzie szarość, a nawet czerń. W pewnym momencie widzę jak czerwień zasłania całe niebo, a następnie głuchy huk dociera do moich uszu. Kłeby czarnego dymu zasłaniają niebo, a po chwili wszystko rozmazuje mi się i tonę w ciemnościach. Bez bólu, bez wspomnień. Samotna.
wtorek, 24 lutego 2015
Roza #6
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz