czwartek, 19 lutego 2015

Roza #5

Przepraszam za długą nieobecność...

-I jak? -Pyta uśmiechnięty.
Wzdycham głośno, uśmiechając się najszerzej jak potrafię. 
-Świetnie.
Chłopak całuje mnie długo, przyjemnie. Nie spodziewałam się, że jest aż taki dobry. Nie spaliśmy całą noc, zakłucając ciszę nocną. Przeciągam się i zerkam na niego. On w odpowiedzi tuli mnie i daje buziaka w policzek. Leżymy tak przytuleni, ale już o 10 dzwoni mój budzik.
-Muszę iść. Jutro mam sesję w Paryżu.
Siadam na łóżku, a następnie wstaję i ubieram się. Zmuszam się, aby być miłą dla niego, ale to trudne.
-Polecę z tobą.
-Nie. -Przerywam mu od razu. -Nie dostaniesz wstępu na teren hali.
Kłamstwo. Gdybym chciała, potrafiłabym załatwić stuosobową widownię. Słyszę jak wzdycha, a następnie również wstaje z łóżka. Jego ciało jest wspaniałe - jest dobrze zbudowany oraz opalony. Nawet jego męskość jest oszałamiająca.
-Dasz mi swój numer?
Słyszę błaganie w głosie.
-Trzeba zasłużyć. -Zerkam na niego mimowolnie. Nie potrafię się oprzeć temu ciału.
-Więc cała noc jest niewystarczająca?
Jego uśmiech jest powalający. Wiem, że objąłby mnie w pasie, gdyby nie łóżko, które jest między nami. Jednak Aurel nie przestaje się uśmiechać, jakby oczekiwał reakcji. Śnieżnobiały uśmiech prawie mnie oślepia. Za dużo o nim myślę. Muszę stąd iść. Wyciągam z torebki, która leży przy łóżku marker i na jego lewej ręce zapisuję numer do Juliana.
-Dzwoń dziś równo o 19. Jeżeli nie zadzwonisz - zmienię numer.
Jego twarz blednie, a ja bez słowa obracam się i wychodzę z pokoju hotelowego.
-Skąd mam mieć pewność, że to na pewno twój numer?! -Woła, gdy drzwi windy otwierają z głośnym dźwiękiem.
-Przekonasz się. Punkt 19! -Odkrzykuję, gdy drzwi zamykają się, a ja zjeżdżam do holu. Jest on zapełniony ludźmi w kurtkach oraz w czapkach, którzy z niedowierzaniem obserwują jak idę do wyjścia. Moja obecność bardziej ich pewnie zdziwiła niż fakt, że jestem w samej sukience.
-Ta awantura wczoraj to...
-Moja sprawka. Zwnolnili go? -Pytam Juliana, gdy jestem już w aucie.
Kierowca jedynie wzrusza ramionami i rusza sprzed hotelu. Jedziemy w ciszy, póki nie przypominam sobie o Aureliuszu.
-Daj mi twój telefon.
Julian nie odzywa się, a tylko podaje mi swoją "cegłę". Chowam ją do torebki i jedziemy na lotnisko.
-Dostanę ubrania, prawda? Zimno mi. -Skarżę się.
-Poinformowano mnie, że otrzymasz nowe spodnie i koszulę od znanego projektanta oraz drogą bieliznę, która będzie idealnie na ciebie pasować. Kurtkę otrzymasz w samolocie jako prezent od tajemniczego wielbiciela. Już była sprawdzana, więc to nie żaden podstęp.
Słucham go, a w międzyczasie obserwuję mały płatek śniegu, który wylądował na szybie obok mnie. Ma idealne kształty i prawie wcale się nie roztapia. Przed oczami staje mi Aurel od razu po przebudzeniu. Kręcę głową, aby wyrzucić go z głowy.
-Jesteśmy na miejscu. -Informuje mnie Julian. -Lotnisko w Santa Monica.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz