wtorek, 13 stycznia 2015

Roza #2

Podchodzę do recepcji i kładę moją kartę kredytową na blacie. Młody recepcjonista odsuwa ją od siebie i uśmiecha się przepraszająco. 
-Przykro nam, nie ma już wolnych pokoi. Najbliższy wolny termin to... -Wystukuje coś na klawiaturze komputera. -Wrzesień, rok 2016. Może pani pozostawić u nas pani numer, zadzwonimy, jeżeli ktoś zrezygnuje z rezerwacji.
Patrzę na niego bez zainteresowania. Jak widać ten nowicjusz mnie nie zna.
-Jakiś problem?
Dyrektor hotelu podchodzi do nas i zerka to na mnie, to na recepcjonistę. Ma na sobie elegancki garnitur z krawatem, który jest tego samego koloru, co moja sukienka.
-Nie, dyrektorze.
Widać, że ma on do niego respekt, a wręcz boi się go. I słusznie.
-Pokój 114? -Pytam, nie odwracając oczu od recepcjonisty.
Nowy pstryka kilka razy myszką, a potem kręci głową.
-Kto go dostał? -Dopytuję.
-Przykro mi, to poufna informacja...
Chłopak zerka niepewnie na dyrektora, jakby oczekiwał od niego podpowiedzi. Ten jednak patrzy na mnie, nie zwracając na niego najmniejszej uwagi.
-To mój pokój! -Krzyczę oburzona.
W hotelu zapada cisza. Obracam się w miejscu i krokiem prosto z wybiegu idę do windy. Czuję na sobie wzrok co najmniej połowy osób w holu. Wypinam lekko piersi i podnoszę podbródek. Słyszę wokół siebie różne szepty - od podnieconych moją obecnością, aż do oburzonych moją reakcją. Powinni czuć się zaszczyceni, że mają okazję zobaczyć mnie na żywo. Dochodzę energicznym krokiem do windy i naciskam przycisk. Kładę na prawym biodrze rękę i czekam aż będę mogła pojechać na czwarte piętro.
-Uspokój się trochę. Nie chcę wzbudzać w hotelu sensacji.
-Nie zrozumiałeś mnie.
Obracam się szybko w miejscu. Mimo zmęczenia i podenerwowania udaje mi się utrzymać równowagę. Moje włosy opadają na lewe ramie, ale nie zamierzam ich zrzucać na plecy. Uśmiecham się, lekko przymykając oczy, tworząc minę typu "zamknij się, plebsie, rozmawiasz z królową".
-Zamierzam wzbudzić sensację. Zamierzam również wyrzucić na zbity pysk tego idiote, który oddał komuś mój pokój. Masz dopilnować, aby ta osoba została zwolniona, inaczej pożegnasz się ze stanowiskiem dyrektora.
Drzwi windy otwierają się z głośnym piknięciem. Wchodzę do niej i przez ramię zerkam na mężczyznę. Ściska wargi tak samo, jak robi to Julian, ale kiwa głową, starając się uśmiechnąć. Zanim jednak drzwi się zamykają widzę, jak dyrektor obraca się i idzie z zaciśniętymi pięściami do recepcji. Uśmiecham się triumfalnie. Czuję jak adrenalina krąży w moich żyłach, a podniecenie i żądza władzy wykręca przyjemnie mój żołądek. Zapominam o zmęczeniu i gniewie. Nikt mi się nie sprzeciwi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz