-Ręce do góry.
Posłusznie unoszę je nad głowę. Rozchylam również lekko usta i prężę ciało.
-Ślicznie. Bosko!
W dużej sali słychać jedynie echo migawki aparatu. Nikt nie odważy odezwać się, gdy pozuję do zdjęć w przepięknej czerwonej sukience. Gdy fotograf kończy i ściąga aparat z niskiego statywu, wzdycham zmęczona, a następnie ziewam. Nie spałam od kilku dni, żyjąc na pięciu kubkach kawy dziennie. Opuszczam bezwiednie ręce znad głowy i rozciągam się. Moje stawy strzelają głośno, przerywając głuchą ciszę. Dzisiaj to ostatnia sesja – idę do domu.
-Może pani w ramach podziękowań od fotografa zostawić tą sukienkę. –Mówi blondynka, która jest o pół głowy ode mnie niższa.
Kiwam głową i kieruję się do wyjścia. Ochroniarze podbiegają do mnie i odprowadzają mnie do czarnego BMW, które należy do mnie.
-Jak minęła sesja?
Starszy mężczyzna otwiera mi drzwi do samochodu. Wsiadam do niego i czekam z odpowiedzią, aż wsiądzie za kierownicę.
-A jak sądzisz, Julianie?
Mruczy chwilę pod nosem, spoglądając na mnie w lusterku.
-Na pewno nie przyjemnie, czyli mniej więcej jak zawsze. Oddali ci tą sukienkę? –Unosi prawą brew.
-Dziwi cię to?
-Raczej tak, ponieważ ta sukienka będzie do kupienia dopiero za miesiąc, a i tak nie będzie tania.
-Możemy już ruszać? –Pytam trochę podenerwowana.
Julian nie odpowiada, a jedynie zapala silnik i powoli rusza spod hali. Opieram głowę o tylne siedzenie i zamykam oczy.
-Do hotelu czy prosto do domu?
-Hotel. –Oświadczam bez zastanowienia.
Wsłuchuję się w spokojną piosenkę, która leci w radiu. Za niedługo święta – wszyscy uwielbiają o tej porze roku słuchać słodkich piosenek o miłości, dobroci i szczęściu. Mnie jedynie przyprawiają o mdłości. Przygryzam jednak wargę i czekam, aż dojedziemy pod jeden z największych hoteli w mieście. Czuję jak lokaj powoli zwalnia. Otwieram oczy i obserwuję wymianę zdań między kierowcą a mężczyzną, który odwiezie moje auto na hotelowy parking. Julian podaje mu kluczyki i wychodzi z samochodu. Czekam bez ruchu aż otworzy mi on moje drzwi.
-Jesteśmy na miejscu. –Oświadcza z uśmiechem.
-Jakbym jeszcze nie zauważyła… -Mruczę pod nosem.
Nie zwracam uwagi na jego wargi, które są teraz prostą kreską. Nie lubi, gdy mu pyskuję. Wyskakuję z siedzenia i staję na mokrym chodniku.
-Padało?
Zerkam na niebo. Nie widzę na nim ani jednej chmurki.
-Kilka godzin temu.
Wzruszam ramionami i idę do hotelu. Jakim cudem nie zwróciłam uwagi na mokry parking za halą, gdy byłam po sesji? Zakrywam usta, ziewając cicho. Jestem zbyt zmęczona, aby teraz się nad tym zastanawiać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz